słodki cukiereczek

Zapraszamy do czytelni Według autorów Według dziedzin Według tematów Wyszukaj


Spenser Hughes

SPISEK TĘCZOWEJ KOALICJI

Tytuł oryginału: The Lambda Conspiracy

ISBN: 978-83-60335-08-6
wyd.: Wydawnictwo Fronda 2008

Wybrane fragmenty
Rozdział I
Rozdział II
Rozdział III
Posłowie



Posłowie

Drogi życia mają tyle niespodziewanych zakrętów, że będąc pisarzem, a więc kimś, komu wyobraźnia jest niezbędna, nie mógłbym przewidzieć, iż ukaże się to wydanie Spisku tęczowej koalicji — tłumaczenie mojej powieści, która po raz pierwszy ukazała się w USA. Lecz ten element zaskoczenia sprawia jeszcze większą radość. Żal jedynie tylko tego, że nie znam języka polskiego. Zaplątałem się w tych wszystkich spółgłoskach!

Nie powinienem był być zaskoczony tym, że polski wydawca będzie chciał ponownie wydać książkę na ten niewygodny temat, o którym tak niewiele książek — a szczególnie beletrystyki — zostało napisanych. To jest historia o czymś, co się rysuje jako najbardziej udana rewolucja we współczesnej historii, być może w całej udokumentowanej historii ludzkości. Nie, nie jest to jakobińska rewolucja, która przyniosła Francji Wielki Terror. Nie rewolucja bolszewicka w Rosji, która sprowadziła przekleństwo komunizmu dla połowy naszego globu. Ma wiele wspólnego z tymi poprzednimi rewolucjami, ale tak naprawdę nie ma precedensu w historii. Dzisiaj Polska znajduje się na linii frontu sprzeciwu wobec rozpowszechniania się tej rewolucyjnej ideologii na Zachodzie — tym, co kiedyś nazywaliśmy „światem chrześcijańskim” — tak jak niegdyś Polska była na linii frontu, opierając się bolszewickiej i nazistowskiej agresji, i zapłaciła za ten opór najwyższą cenę spośród wszystkich krajów europejskich. Można mieć wątpliwości, czy imperium komunistyczne, zarządzane z Moskwy, upadłoby tak szybko, gdyby nie odwaga i upór Polaków.

Mówię oczywiście o rewolucji wojujących homoseksualistów, której symbolem jest tęczowa flaga i która obecnie wywołuje kontrowersje wstrząsające postkomunistyczną Polską. Niektórzy obserwatorzy sugerują, aby używać terminu „homoseksualistyczny” (i „homosexualism” w języku angielskim), ponieważ nie jest kwestią to, jaki rodzaj relacji płciowych ludzie wybierają, ale społeczna i polityczna (a czasami nawet i religijna) ideologia oraz sposób widzenia życia i rzeczywistości, najlepiej wyrażane przez to użyteczne, lecz trudne niemieckie słowo Weltanschauung. Przyrostek „-izm” wyraźnie też uświadamia, że nie wszyscy, którzy promują tę rewolucję, są gejami. Wielu heteroseksualistów znajduje się na czele ruchu symbolizowanego przez tęczową flagę i mają ku temu swoje powody, o których powiem później. Wydaje się, że tak jest w Polsce, gdzie wielu byłych komunistów przewodzi tak zwanej kampanii na rzecz praw gejów.

Ziarna tego wszystkiego zostały zasiane na początku ostatniej dekady XX wieku, w czasach administracji prezydenta Billa Clintona. Zajmowałem się wówczas w Waszyngtonie spraFrondai obronności (jako pracownik cywilny) i byłem uważany za eksperta w dziedzinie wpływu spraw społecznych na wojsko. Wkrótce po objęciu stanowiska prezydent Clinton ujawnił swoje zamiary zezwolenia na przyjmowanie homoseksualistów do służby w siłach zbrojnych, co spowodowało ogromne niezadowolenie opinii publicznej. Prezydent był powszechnie krytykowany, do Kongresu nadeszło mnóstwo listów z negatywnymi opiniami, a wysocy rangą wojskowi wyrazili swój jednoznaczny sprzeciw. Praktyki homoseksualne były uważane za „szkodliwe dla zachowania należytego porządku i dyscypliny” i sprzeczne z prawem wojskowym. Nie miało to jednak znaczenia dla Clintonów, którzy mieli dług wobec ruchu gejowskiego za udzielenie poparcia podczas kampanii wyborczej. Ich decyzje polityczne miały na celu spłacenie tego długu, i to z odsetkami. Niemniej jednak administracja była zmuszona wycofać się w obliczu gwałtownego i szerokiego sprzeciwu.

Byłem zaangażowany w ten problem w skromnej roli rzecznika jednej ze stron ze względu na moje zainteresowania socjologią wojskowości. Znałem też osobiście kilku gejów w latach osiemdziesiątych, a jednego z nich uważałem za bliskiego przyjaciela. Zmarł nagle, tak jak wielu jego współpracowników, na dziwną chorobę, która wtedy była znana nielicznym. Początkowo nazywano ją GRID — Niedobór Odporności Związany z Gejami — to znaczy do czasu, kiedy zorganizowani geje zaczęli ostro protestować, i nazwa ta została zmieniona na AIDS. Kontrowersje związane ze służbą gejów w wojsku, łączące się z tym debaty publiczne i moje zatroskanie rozprzestrzeniającą się epidemią AIDS, która wtedy była w zasadzie chorobą gejów i nie dotyczyła ogółu populacji, skłoniły mnie do głębokich przemyśleń osobistych. Jako pisarz miałem

Gay—Related Immune Deficiency.naturalną chęć ujęcia tych wszystkich spraw w jakiejś historii. Było mnóstwo książek i materiałów polemicznych zajmujących się fenomenem homoseksualizmu w jego różnych formach, ale nie było żadnej beletrystyki. Miałem uczucie, że takie przedstawienie sprawy jest potrzebne i w ten sposób zrodziła się ta powieść. Z tego, co wiem, pozostaje ona jedną z bardzo nielicznych powieści na ten temat wydanych w USA. Jednak obecnie żaden pisarz ani krytyk nie chce nawet nawiązać do niego. Byłby to akt społecznego i zawodowego samobójstwa. Ja sam otrzymałem wystarczająco dużo pogróżek śmierci, aby zastanowić się, czy napisanie tej książki nie było czymś zbyt pochopnym.

Mówiąc, o czym jest ta historia, trzeba też powiedzieć, czym ona nie jest. Nie jest książką, która ma na celu „dowalić gejom”. Nie popiera nienawiści do homoseksualistów. W rzeczywistości jest to próba przedstawienia wzgardy wojujących homoseksualistów dla świata heteroseksualistów, dla tradycyjnej moralności i etyki seksualnej i dla tych, którzy sprzeciwiają się tak zwanym prawom gejów.

Kim są ci, którzy naprawdę nienawidzą heteroseksualnego świata? No cóż, pozwólmy wypowiedzieć się im samym. Poniższe słowa należą do jednego z najbardziej popularnych autorów, naprawdę świetnego pisarza i zdeklarowanego homoseksualisty, chociaż niewyróżniającego się szczególną agresją, który napisał w „New Yorkerze” o polityku wypowiadającym się przeciwko politycznemu programowi homoseksualistów: „A zatem ten polityk — to nie jest tak, że ja po prostu nie zgadzam się z nim. Ja nim gardzę. Brzydzę się nim. Kiedy ja i moi przyjaciele wymawiamy jego nazwisko, można pomyśleć, że mówimy o diable we własnej osobie. Piana pojawia się na naszych ustach, kiedy potępiamy jego, jego partię i ludzi, których uważa się za jego przybocznych i przyjaciół”.

Homoseksualiści utworzyli wojowniczy (i skuteczny) ruch polityczny i prowadzą działalność polityczną tak jak jakakolwiek inna grupa interesów. Jednak kiedy napotkają sprzeciw, kiedy mają ponieść odpowiedzialność za swoje działania lub kiedy występują w ostrej debacie politycznej, wtedy krzyczą: „Bigoteria!” „Nienawiść!” „Homofobia!” i domagają się szczególnej ochrony jako grupa podlegająca jawnej dyskryminacji.

Bez względu na ich wrogość sądzę, że ci, którzy nie obnoszą się ze swoimi skłonnościami i nie próbują innym narzucić swojego światopoglądu, powinni być zostawieni w spokoju; do tego stopnia, w jakim można żyć z nimi bez wzajemnej wrogości, powinniśmy starać się tak czynić. Jako chrześcijanin pochwalam traktowanie swoich bliźnich z miłością i szacunkiem (ale tak jak określa to Pismo Święte i nauczanie Kościoła, a nie jak głosi to program gejowski). Co więcej, moje doświadczenia przy badaniu społeczności gejowskiej odznaczają się współczuciem, ponieważ spostrzegłem, że większość homoseksualistów nie jest gejami w starszym tego słowa znaczeniu. Wielu z nich zmaga się z tym głęboko zakorzenionym zaburzeniem psychoseksualnym. Doświadczają uczucia wstydu i braku wartości własnej i obawiają się ujawnienia. Wielu przyznaje się, kiedy zdobędzie się ich zaufanie, że woleliby być heteroseksualistami. I wielu z nich żyje dyskretnie w raczej monogamicznych związkach, niż praktykując dziki, rozwiązły i często anonimowy seks. Ta historia nie jest o nich.

W tym miejscu należą się wyjaśnienia — a być może słowo przeprosin — za moje używanie słowa „gay”. Nie wiem, jak to niegdyś miłe i krótkie angielskie słowo jest tłumaczone na język polski. W języku angielskim pokolenie wstecz „gay” znaczyło „beztroski” i „podniesiony na duchu”, „beztrosko szczęśliwy”. W tym znaczeniu było to czymś, czego pragnęliśmy doświadczać od czasu do czasu pośród trudów i kłopotów współczesnego życia. Jednakże obecnie nigdy nie usłyszymy, jak ktoś je wypowiada, chyba że jest gejem. To słowo zostało zupełnie zawłaszczone przez homoseksualistów dla ich socjotechnicznych celów. „Homoseksualista” jest niezbyt trafnym słowem, zarówno w aspekcie filologicznym, jak i z powodu skojarzeń z obrazami, które niesie ze sobą. Dopóki nie zadajemy sobie pytania, co geje tak naprawdę robią, dopóty „gay” sugeruje coś zupełnie innego, coś przyjemnego, nawet pożądanego; niestety, teraz to słowo prawie całkowicie należy do nich. Widzimy, że rewolucja homoseksualna zakłada „długi marsz” Gramsciego przez język. Można nawet powiedzieć, że ta rewolucja zaczęła się w języku. Z tego powodu, a także dlatego, że jestem przywiązany do integralności znaczenia słów, sprzeciwiam się ich stosowaniu w nowym, zawłaszczonym znaczeniu. Ale nawet mnie się wydaje, że to już stało się nieuniknione. Słowo „gay” teraz należy do homoseksualistów. Stało się powszechnie używanym terminem i muszę stwierdzić, że ruch homoseksualistów umocnił się na tym przyczółku w języku, kontynuując swój marsz do przodu.

Omawiając słownictwo, należy też wyjaśnić zastosowanie słowa „spisek” w tytule książki. Kolektywiści i „totalniacy” różnych rodzajów lubią szydzić z konserwatystów, nazywając nas zwolennikami „spiskowej teorii dziejów”, którzy są zbyt ograniczeni, aby zrozumieć prawdziwą złożoność świata. Z pewnością błędne byłoby identyfikować wszystkie zdarzenia, bez względu na to, jak są one dziwne i niewytłumaczalne, jako spowodowane przez spiski. Niemniej jednak spiski zdarzają się i kształtują bieg wydarzeń w historii. Oczywiście w interesie spiskowców jest ukrycie rzeczywistości spisków i ich prawdziwej natury. Jednak nie ma potrzeby wierzyć mi na słowo. Oto co mówią sami homoseksualni aktywiści. After the Ball: How America Will Conquer Its Fear and Hatred of Gays in the 90's jest manifestem Marshalla Kirka i Huntera Madsena, czołowych strategów ruchu gejowskiego. Ich książka przedstawia zaplanowany atak psychologiczny na heteroseksualną Amerykę i jej wartości za pomocą metod, które, według ich słów, zakładają „(...) spisek z demoliberalną elitą w systemie legislacyjnym (...)” i utworzenie „(...) małego sojuszu lub spisku z elitą władzy, aby uprzedzić sentymenty opinii publicznej lub w ogóle je zignorować (...)”, a które „(...) ominą demokratyczny proces (...)”.

Jaki był tego efekt? We względnie krótkim okresie z historycznej perspektywy ruch gejowski poszerzył swój przyczółek, idąc w głąb terytorium i zajmując wioski i miasta. Z przykrością muszę poinformować czytelników w Polsce, że Amerykanie, dla których ta książka była napisana jako ostrzeżenie, nie zdołali powstrzymać tego naporu, chociaż nie zostali też ostatecznie zdruzgotani. Stale pozostajemy na polu walki, ale „różowe” dywizje pancerne nieustannie prą naprzód, nie biorąc jeńców. Ruch gejowski pozajmował pozycje strategiczne — media informacyjne i rozrywkowe, szkoły publiczne i uniwersytety, większość inteligencji i politycznego establishmentu. Znajdujące się pod ciągłym ostrzałem siły chrześcijan w Ameryce, zdezorientowane przez niejednoznaczne sygnały i zdrady ze strony swoich liderów, walczą, prowadząc przeważnie akcje zaczepne na tyłach.

Już tylko te dwa przykłady pokazują wydarzenia, które przewidziałem, pisząc tę książkę. Przykład pierwszy: homoseksualizm jest dzisiaj nie tylko tolerowany w programach nauczania szkół publicznych — ale jest promowany. Jeśli rodzice, nauczyciele czy uczniowie wyrażają swoje obiekcje, zazwyczaj odczują pełnię gniewu kolektywistycznego establishmentu, który jest nazywany szkołami państwowymi. Gdybym przedstawił tutaj pewne szczegóły tego, czego niektóre szkoły uczą młodych ludzi o praktykach homoseksualnych, ludzie byliby przerażeni lub nazwaliby mnie kłamcą — to znaczy, jeśli coś takiego w ogóle byłoby dopuszczone do publikacji w takim kraju jak Polska.

Przykład drugi: kontrowersje związane z gejami w wojsku zatoczyły pełny krąg. Jak wspominałem wyżej, próba otwarcia sił zbrojnych dla praktykujących homoseksualistów, o co zabiegał prezydent Clinton, została zablokowana, po części przez trzymanie się kompromisowej zasady „nie pytają, nie mów”. Jednak nawet teraz najwyższy rangą wojskowy w Stanach Zjednoczonych, generał piechoty morskiej Peter Pace, przewodniczący Kolegium Połączonych Sztabów, nie został mianowany przez prezydenta Busha na drugą kadencję, jak to jest w zwyczaju, lecz został zmuszony do odejścia z sił zbrojnych wbrew własnej woli. Jakie wykroczenie popełnił ten wielce szanowany oficer? Zapytany, odpowiedział mimochodem, że praktyki homoseksualne są niemoralne, poza prawem w świetle zunifikowanego kodeksu wojskowego, „w sprzeczności z należytym porządkiem i dyscypliną”, a zatem nie mogą mieć miejsca w siłach zbrojnych. Ci geje, którzy nie obnoszą się ze swoimi zachowaniami, mogą odbywać służbę właśnie w myśl zasady „nie pytają, nie mów”. Inaczej mówiąc, jeśli chcesz pozostawać w siłach zbrojnych, zachowaj dyskrecję. Wydaje się to sensowne i popierane przez większość Amerykanów. Większość z nich uważa za niemoralne nie tylko praktyki homoseksualne, lecz także heteroseksualny seks pozamałżeński. Jednakże ten wybitny generał został za to potępiony przez elity i jest raczej oczywiste, że odmowa mianowania go przez prezydenta była związana z jego raczej łagodnym komentarzem w tej sprawie (chociaż, aby być sprawiedliwym, należy brać pod uwagę, że mogło to mieć też na celu uniknięcie kłopotliwych pytań związanych z nieudaną wojną w Iraku podczas zatwierdzania generała).

Ostatnia wymowna ironia dotycząca sprawy gejów w siłach zbrojnych: obecnie, kiedy książka ta jest przygotowywana do druku, senatorowi Tedowi Kennedy'emu, demokracie z Massachusetts, udało się doprowadzić do dodania poprawki dotyczącej tak zwanego „przestępstwa z nienawiści” do kluczowej ustawy o autoryzacji militarnej. Pan Kennedy mówi: „Będziemy walczyć z terroryzmem, nienawiścią i bigoterią tutaj w domu”. Innymi słowy, sprzeciwianie się politycznemu programowi gejów jest równoznaczne z terroryzmem.

Dokonując łatwej do przewidzenia manipulacji, pan Kennedy nadał swojej poprawce imię ofiary morderstwa, Matthew Sheparda, skromnego studenta pierwszego roku, który został bestialsko pobity ze skutkiem śmiertelnym w 1998 roku, przez dwóch osiłków uzależnionych od narkotyków, a było to w Laramie, w stanie Wyoming. Ponieważ Shepard był homoseksualistą, został ogłoszony męczennikiem na rzecz praw gejów, a okrutne przestępstwo dokonane na nim było przedstawione jako symboliczne napiętnowanie takiej postawy, którą w ignorancji i przez nieuczciwość nazywano „homofobią” — o to samo zresztą oskarżono Polaków w Parlamencie Europejskim za sprzeciwianie się politycznej propagandzie gejów. Ale oto odwrotny przypadek. Rok po tym, jak Shepard został pobity na śmierć, 13-letni chłopiec Jesse Dirkhising został porwany, wielokrotnie zgwałcony i zamordowany przez dwóch homoseksualistów w stanie Arkansas. Wszystkie główne media rozgłosiły na całe USA morderstwo Sheparda. I w istocie był to tchórzowski, bestialski i godny pogardy występek. Ale co z morderstwem Dirkhisinga dokonanym przez gejów? Jeśli ktoś nie mieszkał w miasteczku, w którym to się wydarzyło, lub nie miał komputera i dostępu do Internetu, to prawie nie usłyszał o tym ani słowa.

Mogliśmy się spodziewać tej progejowskiej poprawki ze strony sławetnego lewicowca Teda Kennedy'ego, zdumiewa jednak, że dziewięciu republikańskich senatorów głosowało tak jak on, co dało potrzebną liczbę głosów do jej wprowadzenia. Partia Republikańska w założeniu ma reprezentować tradycyjne wartości i moralność chrześcijańską, lecz ten rewolucyjny akt zadaje kłam tym założeniom. Nietrudno znaleźć więcej dowodów na ukryte sympatie progejowskie Partii Republikańskiej i jej infiltrację przez homoseksualistów: kilka miesięcy przed publikacją niniejszej książki wpływowy i długoletni republikański senator z Idaho został aresztowany na lotnisku w Minneapolis, w stanie Minnesota, za molestowanie seksualne policjanta w cywilnym ubraniu w męskiej toalecie. Nie jest pewne, czy prezydent Bush stanie w obronie rzekomych wartości rodzinnych Partii Republikańskiej i zawetuje ustawę o autoryzacji militarnej wraz z poprawką Kennedy'ego, czy raczej odwoła się do potrzeby wsparcia wojsk walczących na różnych wojnach za granicą jako wymówki, aby nie skorzystać z weta.

Jak mogło do tego dojść? I czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Czy nie możemy po prostu żyć i pozwolić innym żyć? Cóż, to są pytania, z którymi zmagałem się przed laty i które starałem się ująć w formie beletrystycznej, jakkolwiek może w niedoskonały sposób, w tej książce. Czułem się zobowiązany pokazać, w jaki sposób i dlaczego to ma znaczenie, i że nie możemy po prostu żyć i pozwolić innym żyć, mimo że my, heteroseksualiści, bylibyśmy do tego skłonni. „Żyj i pozwól żyć innym” stanowiło modus vivendi przez dziesięciolecia, nawet wieki. Na pewno nikt w Stanach Zjednoczonych nie starał się demaskować homoseksualistów, aby ich prześladować. Kiedy byli dyskretni — zgodnie z ich terminologią „w alkowie” — mogli w zasadzie żyć, tak jak chcieli, jeśli nie naruszali powszechnych norm obyczajowych. Jednakże to oni rozpoczęli atak na świat heteroseksualistów, na zaakceptowane od wieków zasady, obyczaje, zachowania, religię. Z wojującymi homoseksualistami nie ma kompromisu i nie widać końca konfliktu, który oni rozpoczęli, aż nie zostaniemy zmuszeni do zaakceptowania nie tylko ich seksualnych skłonności, ale też i ich światopoglądu i ideologii jako obowiązujących norm. Oczywiście to jest samobójstwo dla jakiejkolwiek zdrowej kultury i społeczeństwa. Zatem jest to walka, której my nie podejmowaliśmy, ale której nie możemy unikać. Siedzenie cicho nie uchroni nas. Jak kiedyś zauważył Lenin: „Możesz nie interesować się polityką, ale polityka interesuje się tobą”.

Z powyższego wynika, że zarysowałem ponury obraz polityki gejów w USA, a w konsekwencji na całym Zachodzie. Jednak nie wszystko jest stracone. Dlaczego jestem tego zdania? Ze względu na Polaków.

W skromny sposób nazwę siebie historykiem. W odróżnieniu od większości Amerykanów, którzy nie wiedzą zbyt wiele o świecie poza granicami swojego kraju, byłem w Polsce niedługo po upadku komunizmu i odzyskaniu wolności, o którą Polacy zawsze walczyli i za którą ponosili ofiary. Nie jestem ekspertem w dziedzinie historii Polski, ale wiem nieco o tym bohaterskim kraju. Historia Jana III Sobieskiego zawsze była dla mnie inspiracją. Tak jak on pokonał wojska wrogiego imperium ottomańskiego u bram Wiednia w 1683 roku, tak teraz, kiedy w Polsce toczy się debata o prawach gejów, Polacy zostali wyzwani, by stawić czoło jeszcze bardziej obcej i wrogiej ideologii.

Moimi osobistymi bohaterami są Kazimierz Pułaski i Tadeusz Kościuszko, bohaterowie naszej wojny z Wielką Brytanią o niepodległość. Przez wiele godzin jako chłopiec wspinałem się po murach obronnych z cegły fortu Pułaski w pobliżu Savannah, w stanie Georgia, i moja wyobraźnia była poruszona historią ataku Pułaskiego na umocnienia brytyjskie w Savannah i odniesioną przez niego śmiertelną raną. Później inspiracją były dla mnie opowieści o bohaterskich Polakach z drugiej wojny światowej, a szczególnie Dywizjonu 303 im. Tadeusza Kościuszki w RAF, bez którego Brytyjczycy mogliby nie wygrać legendarnej bitwy o Anglię, a także dzieje polskiej brygady, która zdobyła Monte Cassino, ponosząc ogromne straty wśród żołnierzy.

Zajmując się badaniami historycznymi, zawsze podziwiałem polskich bohaterów, takich jak Jan Karski, który wielokrotnie ryzykował własne życie, przenikając do nazistowskich obozów koncentracyjnych i ujawniając ich okropne sekrety; jak Antonina i Jan Żabińscy z ogrodu zoologicznego w Warszawie, którzy uratowali setki Żydów, udzielając im schronienia; a szczególnie takich jak o. Maksymilian Kolbe, który dobrowolnie wybrał śmierć w zamian za współwięźnia skazanego na zagłodzenie w obozie koncentracyjnym w Auschwitz — a wymieniłem tylko kilku.

Ci ludzie są częścią dziedzictwa, z którego mógłby być dumny każdy kraj. Jednak jedna postać szczególnie wyróżnia się w panteonie bohaterów XX wieku. Gdyby lista sławnych Polaków zawierała tylko tę jedną postać, to naród polski na zawsze zasługiwałby na wdzięczność całego świata. Tą postacią jest Karol Wojtyła. Wszechstronnie wybitny człowiek — poeta i pisarz, sportowiec, światowej sławy filozof, który usługiwał biednym i który osobiście doświadczył nazistowskiego i komunistycznego zniewolenia. Pod jego duchowym przywództwem, jako papieża Jana Pawła II, polscy robotnicy zniszczyli resztki legitymizacji władzy komunistycznej.

Od Jana III Sobieskiego do Jana Pawła II Polacy byli na przednich liniach frontu obrony chrześcijaństwa. Nie wyobrażam sobie bardziej odpowiednich ludzi, którzy mogliby stanąć obecnie w obronie tradycji i moralności — w obronie prawdy. Kto może lepiej oprzeć się faszystowskiej polityce wojujących gejów niż Polacy, którzy nigdy nie ulegli faszyzmowi nazistowskich Niemiec czy podobnej totalitarnej ideologii sowieckiej Rosji? W istocie to odwaga i determinacja narodu polskiego rozpoczęła proces, który doprowadził do upadku imperium sowieckiego.

Te wspomnienia historyczne są tutaj na właściwym miejscu, ponieważ byli komuniści stoją na czele homoseksualistycznego ruchu, nawet jeśli wielu z nich samych nie jest gejami. Oni celują w przedstawianiu stronników tradycyjnych wartości jako tych, którzy nie rozumieją „zachodniej demokracji”. Ich propaganda na rzecz permisywizmu, łącznie z programem ruchu gejowskiego, jest prezentowana jako prawdziwa istota zachodniej demokracji pod hasłem „tolerancji”. Kiedy konserwatywne rządy w Polsce starają się uporać z pozostałościami reżimu komunistycznego i jego patologiami, Polacy muszą się spodziewać zmasowanego ataku ze strony lewicowego establishmentu wykorzystującego prawa gejów. To jest klasyczna forma komunistycznej dialektyki stosowana, aby destabilizować ład społeczny — szczególnie społeczeństw chrześcijańskich. Komuniści rozumieją, iż rewolucje wywoływane w imieniu abstrakcyjnych praw człowieka, łącznie z tak zwanymi praFrondai gejów, zawsze kończą się zwiększoną władzą państwa lub panującej elity, nawet jeśli tego nie pojmują, ci, którzy twierdzą, że kochają wolność. Komuniści rozumieją, nawet jeśli my nie rozumiemy, że sodomia i tyrania są nierozłączne i starają się to wykorzystać do swoich celów.

Jednak postkomuniści pozbędą się gejów. Homoseksualiści nie są pewnym instrumentem permanentnej rewolucji, są tylko jej narzędziem, ponieważ są wierni swoim własnym apetytom. W swoim narcyzmie skupiają się na sobie i swoich ciałach, nie na dogmatach marksizmu (czy innej ideologii) i dążeniu do władzy.

Stawką jest coś więcej niż walka o to, czy ludzie mają manifestować w pewien sposób swoje zachowania seksualne. Stawką w tej walce jest światopogląd, rozpoznawanie rzeczywistości i jej wymagań oraz zdolność do tego, aby prawda stała się częścią życia codziennego ludzi. Czy jesteśmy istotami duchowymi, odpowiedzialnymi przed prawem moralnym i Wielkim Prawodawcą? Lub czy jesteśmy jedynie częścią materii, maszynami z biochemicznymi popędami, których jedynym imperatywem jest podporządkowanie się naszym fizycznym chuciom? Czy pozwolimy nielicznym ludziom z zaburzeniami, zwanym homoseksualistami, przejąć środki przymusu państwa i zmusić nas wszystkich do podporządkowania się ich wypaczonej wizji rzeczywistości i wbrew naszym sumieniom zostaniemy zmuszeni do uznania ich seksualnej ideologii?

Moją skromną nadzieją jest to, że książka ta zostanie zaakceptowana przez naród, który podziwiam, którego historia jest przykładem bohaterskiej obrony chrześcijańskiego świata i swojego kraju. Niech oświeci i niech będzie dobrą rozrywką. Niech doda odwagi w walce, do której zostaliśmy powołani, tak jak nasi przodkowie byli powoływani wiele razy w przeszłości.

Spenser Hughes

Więcej w księgarni Frondy >>

opr. aw/aw



 wyślij znajomym

Zobacz także:
Michael A. Adamse, Telefon ? pobudka
Michael A. Adamse, Przewodnik
Michael A. Adamse, Psychiatra Boga
Krzysztof Różański, Grzech Sodomy
Obiettivo Chaire, ABC o homoseksualizmie - wprowadzenie
Obiettivo Chaire, ABC o homoseksualizmie - przedmowa
Obiettivo Chaire, ABC o homoseksualizmie
Danuta Brüll, Dwie bramy
Małgorzata Krupecka, W galerii handlowej
Krzysztof Bronk, Anglikanie w drodze do Piotra
Komentarze internautów:

Literatura sensacyjna, (Splendor Veritasiak, 2008-08-04 10:07:07)
 także ta...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Bardzo mi się podobała. (kj, 2008-07-17 23:40:47)
 Autor wplata w akcję...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Czytelnik powienien się dowiedzieć, (Splendor Veritasiak, 2008-07-15 13:48:38)
 że prawdziwy spisek...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

Splendor Veritasiak nie czytał książki. (czytelnik, 2008-06-26 14:28:36)
 Albo jej nie...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

     PT Czytelnik jednak słabo (Splendor Veritasiak , 2008-06-30 14:51:22)
 zna fakty. Tzn. zna...  więcej   skomentuj tę wypowiedź

tęczowa flaga nie jest symbolem homoseksualistów (Freja, 2008-06-13 12:55:17)
 Tęczowa flaga...  więcej   skomentuj tę wypowiedź
Poprzednie wypowiedzi:  1  2  

Benedykt XVI | Biblioteka audio i wideo | Czytelnia | Dane nt. Kościoła | Felietony, komentarze | Filozofia | Galeria zdjęć | Inne nauki |
Integracja Europejska | Internet i komputery | Jan Paweł II | Katalog adresów | Katechetom i duszpasterzom | Kultura | Liturgia - na dziś i na niedziele | Mapa serwisu | Msze św. - gdzie, kiedy? | Nauczanie | Nowości na naszych stronach | PDA | Rodzina | Sekty | Serwis informacyjny | Słownik | Sonda | Święci patroni | Szukaj | Teologia | Twój głos w dyskusji | Varia | Życie Kościoła |